Tuesday, September 16, 2008


CEJROWSKI O PODRÓŻACH, POŻYTKACH Z KOLONIALIZMU I O TYM KTO KOMU ROBI WODĘ Z MÓZGU

"Pan sobie zdaje sprawę, że pan głosi pochwałę podziałów rasowych?

Nie rasowych, tylko kulturowych, do cholery!!! Jak wam brak argumentów, to próbujecie z oponenta robić rasistę. Niech pan sobie przeczyta, co mówiłem wcześniej, niech pan dodatkowo przeczyta którąś z moich książek o Amazonii, bo rasistą jestem takim samym jak Jan Paweł II. Podał mi pan przykład Botswany, gdzie demokracja działa. I bardzo dobrze, niech działa, niech tamtejsze dzieci chodzą do szkół. Ale z drugiej strony nie ma takiego obowiązku, by wszyscy na świecie umieli czytać i pisać. W starożytnym Egipcie tylko kilku kapłanów czytało, nawet król nie umiał. I wszystko działało. Odgórna zasada, która obowiązuje wszystkich, to „Nie zabijaj” albo „Nie kradnij”. Ale nie ma zasady „Musisz umieć pisać”.

Nie ma też zasady „Musisz jeść”. Z perspektywy ciepłego pokoju w Europie głosi pan poglądy obrażające ludzi, którym los nie sprzyjał tak jak panu, bo urodzili się w złym czasie i w złym miejscu. Czy pana w ogóle interesuje coś takiego jak nędza, bieda na świecie, fakt, że miliard ludzi, między innymi w tych krajach, które pan odwiedza, nie ma dostępu do wody, że matki nie mogą rodzić dzieci w higienicznych warunkach, że dzieci nie mogą iść do szkoły? To jest los dwóch trzecich ludzkości.

Interesuje. Więcej niż połowę życia spędzam wśród biednych i wiem, że najlepiej dają sobie radę, gdy ich się zostawi samym sobie. Owszem, gdy wybucha wulkan, jest powódź, trzeba dać jałmużnę, przysłać jedzenie, koce – interwencja w obliczu katastrofy. Ale żadnych programów pomocy, żadnych długofalowych zasiłków."

To jeden z fragmentów wywiadu z Cejrowskim jaki dała w sobotę Rzeczpospolita. Nie czytaliście to przeczytajcie. Tytuł wielce wymowny: "Po co komu biały człowiek". Zaczyna się od klasycznego pitu pitu "dlaczego pan podróżuje", a potem robi się coraz bardziej gorąco i ciekawie. Momentami Dariusz Rosiak (prowadzi świetny program "Raport o stanie świata" w radiowej Trójce) i Cejrowski skaczą sobie do oczu. Ale ciągle rozmawiają o rzeczach super ważnych.

Cejrowski chwali kolonializm, przekonuje, że Afryka powinna znowu, na jakieś powiedzmy 200 lat trafić pod panowanie białych, twierdzi, że lepiej nie pomagać ubogim i tłumaczy czemu w Ekwadorze żyje się lepiej niż w Polsce.

Cejrowski może denerwować. I denerwuje. Często. Choć z częścią jego tez, ku własnemu zaskoczeniu, zgadzam się. Np. rzeczywiście jesteśmy na wyższym poziomie rozwoju niż ludy pierwotne.

Na zachętę kolejny fragment rozmowy:

"Gdy pan o mówi o tym, jak Indianie powinni dorosnąć do naszych wartości, to brzmi pan jak kolonizator. Pan się czuje kolonizatorem?

Ewangelia uczy, że mamy dbać nie tylko o własne dusze, lecz także o dusze innych – troska o zbawienie, czyli o najwyższe szczęście dla bliźniego mego. A ponadto rzeczywiście biały człowiek ma misję, bo dostał od losu prezent, dostał więcej niż inne rasy i to go do czegoś zobowiązuje. Mamy obowiązek się dzielić naszym dobrem, naszym moralnym dobrobytem. Kipling nazywał to „brzemieniem białego człowieka” – obowiązek cywilizowania ludów na niższym etapie rozwoju moralnego, kulturowego. One nie są gorsze, po prostu na ich terenie rozwój przebiegał wolniej lub inaczej i, gdy pojawia się biały, to jest okazja nadrobić zaległości. Cieszą pana dotacje unijne na nadrobienie zaległości komunizmu? No to mnie cieszy misja cywilizacyjna białego człowieka. Jeśli uważam, że nasze wartości są złe, to je zmieniam. Jeśli jednak uważam, że są dobre, to je propaguję wśród innych. To chyba poprawna konstrukcja etyczna, prawda?

I uważa pan, że biały człowiek ciągle ma mandat do narzucania innym swoich wartości, swojego poczucia dobra i zła, swoich systemów politycznych? Czy po XX wieku, wieku, kiedy biali wymyślili dwie najbardziej mordercze ideologie w historii i wyrzynali się nawzajem jak najwięksi barbarzyńcy, mamy mandat moralny, żeby uczyć innych jak żyć?

Narzucać czegokolwiek nie mamy prawa. Dobra się nie narzuca i nigdy przemocą. Dobro się powinno propagować. Co się zaś tyczy systemów politycznych, to chyba raczej pan uważa, że słusznie było najechać Afganistan, Irak, Jugosławię i zaprowadzić tam demokrację. Konkwista rzeczywiście nie była piękna. Ale pamiętajmy, że tam istniały wówczas totalitarne państwa Azteków czy Inków. Biały człowiek przyszedł i był traktowany trochę tak jak dziś armia amerykańska w Iraku – dla części ludności przyszedł wyzwoliciel, dla innych uzurpator i wróg, który chce podbić kraj i przejąć władzę. Tylko, że po konkwiście dość szybko pojawiło się miejsce we władzach dla autochtonów. I tak jest do dziś. Indianie i Metysi skorzystali z naszych wynalazków (takich jak szkoły powszechne czy dekalog) i nastąpił gwałtowny awans kultury.

Panie Wojtku, w Ameryce Łacińskiej miliony Indian ciągle żyją na poziomie wegetacji, są sponiewierani przez Metysów, pozbawieni szans na rozwój...Chce się pan powtrącać? Chce pan jednak wkroczyć z misją cywilizacyjną i przywołać Metysa do porządku? (śmiech).

Jest wiele przykładów tego, że Indianie sami sobie potrafią radzić, mają silne władze lokalne, konkurują z Metysami. Plemię Kuna w Panamie opanowało kraj, mają swoich posłów, mają banki, mają własne wyspy, mają wystawy swojej kultury na Manhattanie, Metysi nie mają tam wiele do powiedzenia. W Boliwii Indianin jest prezydentem, w coraz większej części kraju Indianie trzymają Metysów za twarz. W Gwatemali większość mieszkańców to potomkowie Majów – bardzo zwarte, prężne kultury. Znam miejsce, gdzie ksiądz Metys musi prosić Indian o pozwolenie na odprawienie mszy, bo kościół stoi na gruncie do nich należącym i wieczorem Indianie składają tam swoje ofiary z kóz.

A Afryka? Jak tam się panu podoba spuścizna kolonizacji?

Afryka po wycofaniu się białych kolonizatorów zniszczyła sama siebie. Zniszczyli zasoby, drogi, mosty, szkoły; mordują się milionami, prześladują narodowo, religijnie i rasowo. Potworne zbydlęcenie człowieka. I regres cywilizacyjny. Od roku 1950 w Afryce doszło do 21 wojen, liczba ofiar to prawie 20 milionów. Rasistowska rzeź w Rwandzie – ponad 2 miliony ofiar w ciągu zaledwie kilku dni z powodu oskarżenia o czary!! Afrykanie sami dla siebie są największym zagrożeniem. Uważam, że doskonałym sposobem naprawy tego zła byłoby przywrócenie dyktatury białego człowieka na czas jakiś.

Na jaki?

Nie wiem, może na 200 lat, może na 1000. Biały człowiek ucywilizował Afrykę. Czarny człowiek zniszczył to dobro.

A co zrobić z tymi nielicznymi krajami afrykańskimi, które – nie wiedzieć czemu – nie uległy, jak to pan nazywa, zbydlęceniu i osiągnęły sukces? Np. Botswana. Panuje tam demokracja, ludzie żyją jak na afrykańskie warunki na wysokim poziomie.

Cudnie, to w Botswanie już rządy białego człowieka nie są potrzebne. Ale w Afryce Południowej natychmiast trzeba przywrócić apartheid, bo on separował wrogie sobie grupy i w ten sposób utrzymywał porządek. I pokój.

A jeśli czarni się nie zgodzą, to co pan proponuje?

Pasek i po tyłku. Z bandytami się nie cackamy, obojętne czy bandyci biali, czy czarni, tak? No to podobnie w Afryce – proponuję, żeby w niektóre miejsca powróciły korpusy brytyjskie i zaprowadziły tam taki porządek jak kiedyś.

Akurat w RPA sami Afrykanerzy sobie doskonale radzili. Strzelając np. do uczniów w Soweto w 1976 roku, zabijając 500 nieuzbrojonych uczniów protestujących przeciwko nieludzkim warunkom, w jakich żyli. Wie pan, od kogo nauczyli się czarni w Kongo barbarzyństwa, złodziejstwa, korupcji? Od belgijskiego króla Leopolda i jego ludzi, którzy regularnie i bezkarnie dokonywali tam masakr i kradli wszystko, co się dało. Mobutu Sese Seko tylko kontynuował tradycję białych. Wie pan, ilu czarnych studiowało w Rodezji za czasów rządów Iana Smitha? Pięcioro. Ja rozumiem, że pan chce być wyrazisty, ale z tą bezwarunkową pochwałą białej cywilizacji w Afryce to pan przesadził. To jest obraz świata, w który nie wierzą już nawet sieroty po Imperium Brytyjskim w Londynie.

Bo tacy jak pan w londyńskich gazetach piorą ludziom mózgi, podając efekciarskie argumenty przeciwko koloniom. Zamiast pisać ściskające serduszko powiastki o pięciorgu studentów, niech pan uprzejmie napisze, ile szkół było w Afryce, zanim przyszli biali. Ile było szpitali, ile dróg bitych, którymi do tych szpitali można było szybko dojechać. A potem niech pan łaskawie napisze, że po przejęciu władzy przez czarnych liczba dróg bitych w Afryce spadła o 80 procent. Białe kolonie były doskonałym narzędziem cywilizacyjnego podnoszenia najbiedniejszych rejonów świata. I to nie biały kolonializm zniszczył Indie, tylko Ghandi. Błagam, proszę sięgnąć do statystyk, a potem ze mną rozmawiać o pożytku z wygnania białych."

Zdjęcie ze strony www.rp.pl (Rosiak z lewej)

5 Comments:

Anonymous saper said...

link do Rzepy nie dziala, trzeba ten caly target usunac: http://www.tiny.pl/8j7f

9:05 PM  
Blogger Rafał Panas said...

Dzięki za podpowiedź, link już nareperowany

3:45 PM  
Anonymous saper said...

Tak przy okazji, zawsze mnie zastanawialo u Cejrowskiego jak on sobie tlumaczy nawracanie na katolicyzm z szacunkiem dla innych kultur. Z jednej strony gada,ze prawdziwych indian juz nie ma, z drugiej, ze bialy czlowiek ma za zadanie wszystkich ochrzcic.

12:43 AM  
Blogger Rafał Panas said...

Dobre pytanie, przecież nawracania nie da się pogodzić z utrzymaniem dawnej kultury...

3:37 PM  
Anonymous Anonymous said...

wlasnie takim jego gadaniem zrazilem sie do niego, chociaz na poczatku go lubialem.
straszny hipokryta. bronic indian przed cywilizacja wdzierajac sie z aparatem w ich zycie i "nawracajac" na europejskie standardy, ktore z drugiej strony krytykuje.
niestety wlasnie jezuici tuz po konkwistadorach zniszczyli wiele kultury etnicznych w ameryce latynoskiej.
czym sobie ci biedni ludzie zasluzyli by rozpoczynac nowa wiare? jedna sluszna, niepodwazalna!

saludos, Antek

12:35 PM  

Post a Comment

Subscribe to Post Comments [Atom]

<< Home